Hormon tarczycy w MMA? Czy warto?

Łukasz Dróżdż 12 kwietnia 2015 0
Seria "Łamiemy Tabu"

Seria „Łamiemy Tabu”

Czym jest liotyronina sodu, potocznie zwana hormonem tarczycy lub T3? Jak można ją wykorzystać przy zbijaniu wagi do walki?

W dzisiejszym artykule chciałbym ponownie nawiązać do tematyki przygotowań wagowych zawodników MMA. Odniosę się do substancji: „Liotyronina sodu”, która często (błędnie) nazywana jest „hormonem tarczycy” bądź „T3″.

Liotyronina sodu, jako syntetyczny odpowiednik naszego naturalnego hormonu, oddziałuje na identyczne aspekty, czyli m. in. metabolizm organizmu. I w dużej mierze właśnie ta właściwość tego specyfiku odgrywa kluczową rolę dla zawodników. Jest on szczególnie lubiany wśród sportowców mających problemy z wagą, przestrzeganiem rygorów diety oraz tych schodzących do kategorii niższej niż ich naturalne możliwości.

Podczas prawidłowego przyjmowania T3 osoba będąca pod jego działaniem musi spodziewać się kilku możliwych, niechcianych skutków ubocznych: drżących rąk, palpitacji serca, zwiększonej potliwości, problemów ze snem, wręcz bolącego uczucia „pustego żołądka”. Jednak w momencie postawienia na szali, po przeciwnej stronie, zbawiennego wpływu na sylwetkę oraz idealnie spalanej tkanki tłuszczowej pomimo trzymania dość wysokiej kaloryczności diety… Decyzja o wyborze stosowania tego środka dla wielu jest prosta – choć nie zawsze słuszna.

Syntetyczny hormon tarczycy powinien być wykorzystywany w ostatniej fazie przygotowań przez okres 4-5 tygodni. Wyrównanie jego naturalnego poziomu trwa zazwyczaj od kilkunastu dni do kilku tygodni od momentu ostatniej przyjętej dawki.

Wykrywalność owego środka jest niska. Zaznaczyć należy fakt, iż nie jest problemem zażywanie owej opisywanej substancji nawet w trakcie testów antydopingowych: odpowiednie zaświadczenie lekarskie może zezwalać na jego wykorzystywanie (nie jest określony w liście substancji zakazanych WADA).

W polskich realiach najczęściej spotykamy inną „odmianę” liotyronianu sodu: tetrajodotyronine („T4″, „tyroksyna”). Wynika to z faktu popularności i dostępności środków farmaceutycznych zawierających ten składnik na naszym rodzimym rynku.

T4 jest czymś w rodzaju inicjatora, który w odpowiednim procesie syntezy aktywuje się do postaci przez nas pożądanej. Synteza ta jednak, wbrew pozorom, nie przebiega idealnie i powoduje wykorzystanie jedynie 20-30% możliwości tyroksyny. Wiąże się to z koniecznością przyjmowania większych dawek (aby uzyskać identyczną efektywność w porównaniu obydwu środków) tego leku. Ciągnie to za sobą niechciane konsekwencje m. in. zwiększoną toksyczność oraz obciążenie organizmu.

Każdy zawodnik stosujący T3 powinien brać pod uwagę fakt, iż po odstawieniu środka nasz naturalny poziom hormonu tarczycy jest zaniżony. Powoduje to spowolnienie metabolizmu, a co za tym idzie konieczność trzymania rygorystycznej diety, aż do momentu wyrównania do jego naturalnego stanu. Cały ten proces oczywiście można przyspieszyć, bazując na podstawowych właściwościach naszego organizmu. Istotnymi aspektami mogącymi polepszyć powrót „do normalności” będą:

  1. odstawienie wszelkich środków pobudzających/termogeników,
  2. zwiększenie kaloryczności diety, szczególnie poprzez węglowodany (jeżeli pozwala na to merytoryczna część przygotowań),
  3. wdrożenie do treningu systemów opierających się na typowej oporowej metodzie ćwiczeń.

Jak widać z powyższych informacji, opisywana substancja wymaga wielkiego doświadczenia oraz znajomości organizmu. Przy niekonsekwentnym zwiększaniu czy też zmniejszaniu dawki syntetycznego hormonu tarczycy (przyjmujemy go w sposób piramidalny) przez cały okres trwania cyklu narażamy się na silne rozregulowanie narządu odpowiedzialnego za jego produkcję. Dodatkowo nieumiejętne wplatanie tego środka w okres przygotowań może jedynie utrudnić nam osiągnięcie limitu wagowego (przytoczone wyżej: spowolnienie metabolizmu po odstawieniu leku, problemy z normalnym funkcjonowaniem w ciągu dnia / podczas treningów).

Hormon ten, jak i większość SAA, nie jest przyjmowany samodzielnie. Na ogół stosujemy go razem ze środkami mającymi wpływ na jego naturalny poziom, w przypadku MMA zazwyczaj jest to hormon wzrostu. Dodatkowo, aby zminimalizować efekt kataboliczny (wpływający na „rozpad mięśni”), konieczne staje użycie np. testosteronu w jego iniekcyjnej postaci.

Aby zobrazować częstotliwość stosowania środków z tej grupy oraz efektów, jakie uzyskuje zawodnik, polecam przyjrzeć się postaciom: Marka Munoza oraz Cunga Le. Dlaczego właśnie oni? W obu przypadkach zmiana procentowej zawartości tkanki tłuszczowej w ciele nastąpiła bardzo szybko. W trakcie przygotowań często stosowali mocne ładowanie węglowodanów słabej jakości m.in. fast food (bądź też brak psychiki do trzymania rygorystycznej diety), w jednym przypadku (prawie) udowodnione korzystanie z hormonu wzrostu. Te kilka czynników wpłynęły na to, iż mogę podejrzewać, że stosowanie T3 nie jest dla nich obce. Zaznaczam jednak, że sam specyfik posiada wąską grupę odbiorców w zawodowym świecie sztuk walki, zazwyczaj są to osoby zmuszone do jego stosowania w sytuacjach „nie do przeskoczenia”.

Cung Lee

Cung Lee nie krył się z swoją tendencją do wstrzemięźliwości reżimu dietetycznego. Dodatkowo jego sylwetka wraz z mijającymi latami (i to na przełomie raczej tym „zniżkowym”) zmieniała się wręcz w imponującym tempie.

Autor: Łukasz Dróżdż

Komentarze